Kilka dni temu został ogłoszony projekt rządowy ustawy o
jawności życia publicznego, niedawno zakończyła się też kolejna edycja rankingu
„Przyjazny Bank Newsweeka”. Niby to dwie zupełnie odrębne, nie powiązane
wzajemnie sprawy, ale to tylko pozorny widok z lotu ptaka lub rzuconego na
oślep oka. Życie bywa bądź co bądź bardziej skomplikowane.
Donos służący dobru wspólnemu?
Od dziecka w domu uczono mnie, że jedną z najgorszych rzeczy
jakimi można zszargać swoje dobre imię jest donoszenie na innych. Kojarzyło mi
się ono z PRL-owskim systemem, który dzięki tajnym współpracownikom przetrwał zdecydowanie
za długo. Pójście „z jęzorem”, „kablowanie”, „życzliwe informowanie”, często
anonimowe, pokątne, tchórzliwe, fanatyczne, wczuwające się rolę, uważam za nieprzyzwoite, wścibskie wkraczanie
w sprawy innych, niegodne mądrych ludzi, zawistne, za coś co warto bezwzględnie
tępić i eliminować. Wybaczcie, tak jestem ukształtowany i nie ma zmiłuj.
Tymczasem wspomniana wcześniej ustawa o jawności życia publicznego
wprowadza sobie - jak gdyby nigdy nic - instytucję sygnalisty. Sygnalista to persona
w firmie współpracująca z prokuraturą, zgłaszająca rzekome nieprawidłowości i
związku z tym chroniona na tyle, by stała się nietykalna. Status sygnalisty to
wręcz zachęta do donoszenia o wydumanym przestępstwie, pole do popisu dla
zagrożonych bądź zawistnych osobników. Patologią trudno zwalczać inną
patologię.
![]() |
Donos to domena ludzi zawistnych. |
Konsument raczej wolałby usłyszeć o tym, co rzeczywiście go
interesuje i to wprost, logicznie bez niedomówień. Wymagania tajemniczego
klienta bywają przeciwstawne do potrzeb klienta rzeczywistego. Ale to właśnie
tajemniczy zdaje się być klientem ważniejszym, bo to pod niego formułowane są
abstrakcyjne potrzeby konsumenta, to z powodu tajemniczego męczy się innych
zbędnymi pytaniami. To tajemniczy przesądzi, który bank w rankingu otrzyma laur
zwycięstwa. I aby było jasne, ta dziwaczna praktyka rozciąga się daleko poza
placówki bankowe. Na fundament tej niby jakości wyrasta donos tajnego
współpracownika.
Gra w otwarte karty efekty daje lepsze
![]() |
Instytucja tajemniczego klienta zmusza do nagabywania klientów realnych |
A skąd państwo dowie się, że w firmie nie łamie się prawa?
Jak sprawdzimy, że obsługa banku działa prawidłowo? – zapyta mocno osadzony w
powszechnych schematach sceptyk. Rozgryźmy twardy orzech grając w otwarte
karty, postawmy sztony na szczerość! Słuchajmy klientów, pracowników, szukajmy
takiego rozwiązania, które przyczyni się do dobra wspólnego. Jeśli mamy
krytykować, narzekać, czy docinać róbmy to w sposób jawny, otwarty. Powinno
chodzić o to, aby ludzie przestali obawiać się szczerości, nawet jeśli ich
słowa kogoś urażą, zabolą czy wprawią w zdenerwowanie. To właśnie nieznani z
personaliów hejterzy bywają o wiele bardziej niesprawiedliwi i zakłamani niż
ci, którzy swoje zdanie walą prosto między oczy. To takich szczerych,
autentycznych ludzi szanuję, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam, zaś
donosicielem zawsze będę gardził nawet jeśli uważa on, że robi coś dobrego dla
ogółu.
Państwo zamiast szukać tu i ówdzie tajnych współpracowników
w postaci sygnalizatorów niechaj tworzy proste i zrozumiałe przepisy. Niech
kontroli w przedsiębiorstwach dokonuje jedna instytucja i niech te kontrole nie
dezorganizują pracy, niech realizują je dobrze przeszkoleni znający się na
rzeczy urzędnicy nie ulegający kawowo-ciastkowym wpływom. Niech oczekiwanie na
wyjaśnienie sprawy nie trwa latami, a rozstrzygniecie wątpliwości nastąpi
szybko.
Zdecydowanie prościej omawiana materia prezentuje się w
bankach i innych odwiedzanych przez mystery shopperów instytucjach. Wystarczy
przecież zapytać klientów czego od banków oczekują, a z pracowników zdjąć
ciasne chomąto planów sprzedażowych i nauczyć ich pożądanego przez klientów
sposobu obsługi. Gwarantuję, że poza zadowoleniem z jakości obsługi w górę wystrzeli
poziom zaufania do instytucji finansowych. Niechaj doradcy nie zadają setek
pytań, niech nie próbują na siłę sprzedać usługi, której konsument nie
potrzebuje, niech potrafią jasno powiedzieć, co znajduje się dokumentach, niech
nie ukrywają mniej korzystnych warunków umowy.
![]() |
Uważam, że szczerość da lepsze efekty niż donos. |
W czasach otwartości mediów społecznościowych,
transparentności tych, którzy żyją z naszych pieniędzy – czy to polityków, czy
korporacji często potężniejszych niż państwa – niech mowa będzie prosta. Kapusie,
donosiciele, tajni współpracownicy powinni odejść w niebyt, bo są jedynie
narzędziem bezwzględnej, opresyjnej omnipotencji tych, którym wydaje się, że
wiedzą lepiej. Model policyjny reprezentowany przez „sygnalizatorów” w państwie
oraz „tajemniczych klientów” czy usłużnych kablujących „podlizywaczy” w
korporacji to rodzaj represji, która z zarządzaniem nie powinna mieć wiele
wspólnego.
Budować relacje lepiej na wartościach takich jak szczerość,
otwartość, zaufanie, współpraca. Wartości to gwarancja dobrego efektu, bo prawdziwego,
nie okraszonego fałszem, wystudiowanego, irytującego na wejściu tych, którzy
lubią uczciwe reguły gry. Zwolennicy nieskrępowanej wolności gospodarczej
krytykujący – i słusznie – rząd za zbyt opresyjne prawo sami powinni wycofać
się z podobnych działań i niechaj wyrzucą donosicielstwo poza kanon praktyki
pracy.